Przypowieść o nauczycielu Open Source
9 03 2008W ten czas uczeni w piśmie i agenci BSA przyprowadzili do niego kobietę, którą pochwycono na kopiowaniu płyt kompaktowych. Postawiwszy ją pośrodku placu, powiedzieli do Niego:
“Nauczycielu, tę kobietę dopiero co pochwycono na kopiowaniu płyt kompaktowych. W Ustawie o Prawach Autorskich nakazuje się nam takie kamieniować. A Ty co mówisz?”
Mówili tak, gdyż wystawiali go na próbę, aby mieli go o co oskarżyć. Lecz on nachyliwszy się nad laptopem kodował w assemblerze. A kiedy w dalszym ciągu go pytali, podniósł się i rzekł do nich: “Kto z was nie miał nigdy pirackiej kopii, niech pierwszy rzuci na nią kamień.” I powtórnie nachyliwszy się kodował w assemblerze. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko on i kobieta, stojąca na środku.
Nauczyciel pochłonięty zajęciem jakim jest programowanie, nie zwracał uwagi na to co się dzieje dookoła. Gdy skończył kodzić, skompilował program, a gdy debugger nie zgłosił błędów w kodzie, zachował kod na dysku i udokumentował go. Gdy skończył to, przełączył laptopa w stan czuwania i rozejrzał się dookoła, po czym, nie widząc nigdzie ludzi, którzy stali przed chwilą wokół niego, rzekł do dziewczyny: “Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?” A ona odrzekła “Nikt, Panie!”. Rzekł do niej: “I ja ciebie nie potępiam. Idź, a od tej chwili nie bierz już do ręki płyty chronionej prawem autorskim.”
Po tym wszystkim stanął na środku placu i nakazał zwołać wszystkich, którzy poprzednio domagali się ukamieniowania kobiety. Gdy wszyscy się zeszli, przemówił słowami: “Ja jestem Open Source. Kto idzie za mną, nie będzie płacił bandytom za licencje.” Rzekli do niego prawnicy, zebrani wśród słuchaczy jego wykładu: “Ty sam sobie wydajesz licencję. Licencja twoja nie jest prawdziwa!” W odpowiedzi rzekł do nich: “Nawet jeśli ja sam sobie wydaję licencję, licencja moja jest prawdziwa, bo wiem z czyich rąk powstał mój kod źródłowy Open Source i jak będzie działał. Wy zaś nie wiecie ani co jest w execach, ani co one robią. Wy dajecie sąd według zasad bandyckich, ja nie bronię licencji nikomu. A nawet, jeśli zabronię, to moja licencja jest prawdziwa, bo nie jest to mój exec, ale wszystkich, którzy się do niego przyczynili.”
Zaciągnięte z Sieci, lecz nie pamiętam źródła. Poprawiłem błędy ortograficzne, stylistyczne i zmieniłem kilka rzeczy, zatem ten tekst jest objęty licencją Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 2.5 Polska.
Pozdrawiam,
b.YISK